Tak po prostu, przy kuchennym stole...
Durszlak.pl Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl Akcja: Nie kradnij zdjęć!
RSS
czwartek, 24 stycznia 2013

Dziś będzie bardzo czekoladowo. Ciasto zdecydowanie polecam na szczególne okazje, bo wykonanie jest trochę czasochłonne. Polecam też na większe przyjęcia, bo samemu ciężko zjeść więcej niż jeden kawałek. I nie pytajcie o kalorie, bo czasem lepiej nie pytać tylko delektować się smakiem. 

Zastanawiałam się dziś, 24 stycznia, co się stało z moimi postanowieniami noworocznymi... Może najwyższy czas zacząć je spełniać? Bo z tym twardym postanawianiem, ze od 1 stycznia zmieni się życie to chyba  jest tak, jak z moim rozpoczynaniem diety "od poniedziałku":)

Z wprowadzenia diety zrezygnowałam, przerobiłam ją na racjonalne odżywianie. A dziś, 24 stycznia postanawiam uroczyście i na łamach tego bloga, że przemyślę na nowo moje noworoczne postanowienia, przeformułuję je i zacznę spełniać to, co sobie postanowię.

Zacznę na pewno.. Od jutra..;-)


Czekoladowo-czekoladowe ciasto musowe według MW:

Podstawa-  Ciasto czekoladowe:

  • 85 g masła
  • 200 g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 3/4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 4 duże jajka, białka i żółtka osobno
  • 1/3 szklanki jasnego brązowego cukru
  • szczypta soli

Masło, czekoladę połamaną na kosteczki i kawę umieścić w miseczce i rozpuścić w kąpieli wodnej na błyszczącą, gładką masę. Miseczkę ściągnąć z kąpieli wodnej, masę przestudzić, dodać żółtka i dobrze wymieszać, najlepiej rózgą.

Białka z odrobiną soli ubić na sztywną pianę pod koniec ubijania dodawać powoli, łyżka po łyżce cukier. 1/3 ubitych białek dodać do chłodnej już masy czekoladowej, delikatnie wymieszać, następnie dodać resztę białek i wymieszać uważając, by białka nie opadły.

Dno tortownicy o średnicy 22-24cm wyłożyć papierem do pieczenia, ciasto przelać do tortownicy i wyrównać. Piec 20 minut w temperaturze 165-170oC. Wyjąć z piekarnika (ciasto opadnie) i pozostawić do ostudzenia.


Przygotować pierwszą warstwę "musową":

  • 2 łyżki kakao
  • 5 łyżek ciepłej wody
  • 200 g czekolady gorzkiej, posiekanej
  • 1,5 szklanki zimnej śmietany kremówki 30% lub 36%
  • 1 łyżka cukru pudru
  • szczypta soli 

Kakao wymieszać w kubeczku z ciepłą wodą, odstawić do przestudzenia.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, przestudzić, dodać do niej kakao z wodą i dobrze wymieszać.

Śmietanę ubić ze szczyptą soli na sztywno, pod koniec powoli dodawać cukier. Do  masy czekoladowej dodać 1/3 ubitej śmietany, wymieszać delikatnie, następnie dodać resztę śmietany i wymieszać równie delikatnie. 

Mus wyłożyć na ostudzone ciasto, uderzyć tortownicą o blat, by pozbyć się pęcherzyków powietrza, wyrównać i włożyć na godzinę do lodówki. W tym czasie przygotować ostatnią warstwę z białej czekolady:

Mus z białej czekolady:

  • 1 łyżeczka żelatyny
  • 2 łyżki wody
  • 170 g białej czekolady
  • 1,5 szklanki zimnej śmietany kremówki 30% lub 36%

Białą czekoladę zetrzeć na tarce o grubych oczkach lub drobno posiekać. w szklance wymieszać żelatynę z wodą, odstawić do napęcznienia.

Pół szklanki śmietany podgrzać do temperatury wrzenia. Zdjąć z palnika, dodać napęczniałą żelatynę i wymieszać, do jej rozpuszczenia. Następnie od razu zalać posiekaną wcześniej białą czekoladę i mieszać by czekolada się roztopiła  Schłodzić do temperatury pokojowej.

Pozostałą szklankę śmietany ubić na sztywno. Do wystudzonej masy czekoladowej dodać 1/3 ubitej śmietany, bardzo delikatnie wymieszać. Dodać resztę ubitej śmietany i wymieszać.

Gotowy mus wlać na masę z gorzkiej czekolady i wyrównać. Chłodzić kilka godzin w lodówce, najlepiej całą noc. Udekorować tartą czekoladą lub innymi czekoladowymi pysznościami.

Polecam i życzę smacznego



13:53, kocurekwkuchni
Link Komentarze (5) »
niedziela, 20 stycznia 2013

Dziś trochę po angielsku. A to dlatego, że On wracał po tygodniu z Anglii i chciałam Go przywitać tematycznie.

Ja tydzień spędziłam mało konstruktywnie na oglądaniu seriali i głaskaniu kota. Chyba czasem tak trzeba. Zwłaszcza jak miasto spowite smogiem i straszą aby nie wychodzić najlepiej wcale.

Skoro w Anglii zamykają szkoły i zakłady pracy z powodu 15cm śniegu, to może czas wystosować petycje, aby w Krakowie zamykano biura z powodu smogu? Ktoś jest za?

W minionym tygodniu poza obowiązkowymi wyjściami do pracy raz tylko wyszłam z domu dobrowolnie na spotkanie z Meduzą i inaugurację Karty na Plus. Koniec końców zainaugurowałyśmy jej kartę, ale zawsze lepiej rozpocząć w styczniu, niż zorientować się w listopadzie i na gwałt szukać okazji do wyjścia/zakupów.

A wracając do przepisu: wybór padł na kanapki klubowe, czyli Club Sandwiches i frytki.


Zainspirowałam się KS. Chlebek alpejski kupiłam w biedronce, indyka zamarynowałam w czwartek a upiekłam w piątek. Napracować się przy tej pieczeni nie trzeba, ale czekania dużo, więc nie jest to danie ekspresowe.

Zaczynamy:

Najpierw pieczeń:

  • 700g fileta z indyka
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 3 łyżki miodu
  • 2 łyżki powideł śliwkowych
  • 1 łyżka octu jabłkowego

Filet włożyć do garnka, dodać 2 łyżeczki soli, zalać zimną wodą i odstawić na 15 minut.

W tym czasie przygotować marynatę: sos sojowy, powidła, miód i ocet wlać do rondelka, doprowadzić do wrzenia i gotować ok minuty, przestudzić.

Indyka wyjąć z wody i osuszyć ręcznikiem papierowym. Włożyć do woreczka (najlepiej takiego na mrożonki), zalać delikatnie marynatą, szczelnie zamknąć, trochę pougniatać i zostawić w lodówce na minimum 12 godzin - u mnie 24h (zamarynowałam w czwartek po pracy, piekłam w piątek po pracy).

Piekarnik nagrzać do 180oC, Mięso wyjąć z woreczka, a sos przelać do osobnego naczynia. Indyka włożyć do foremki do pieczenia, nalać na dno ok 1cm gorącej wody i wstawić do piekarnika. Piec około 70 minut, co 15 minut polewać mięso sosem z marynaty.


Wyjąć z pieca, ostudzić, zawinąć w folie aluminiową i zostawić w lodówce najlepiej na całą noc. Sos zlać do osobnego naczynia - będzie on bazą sosu do kanapek. Jeśli jest za rzadki można go zredukować poprzez gotowanie na małym ogniu.

Najbardziej czasochłonne przygotowania za nami.

Teraz potrzeba już tylko kilku składników:

  • Dobry chleb
  • Sałata lodowa
  • Pomidor
  • Bekon
  • Majonez

Majonez wymieszać z sosem z pieczeni.

Mięso pokroić na plastry. Cienko pokrojony boczek wędzony zrumienić na patelni. Tłuszcz trochę się wytopi a boczek nabierze wspaniałego aromatu.

Kromeczki chleba smarować sosem, układać potem kolejno indyka, pomidor, sałatę, boczek. Nałożyć trochę sosu, na górę położyć drugą kromeczkę, można spiąć wykałaczką. Podawać z frytkami (tradycyjnie) albo po prostu zjeść bez dodatkowego obciążenia kalorycznego:)

Polecam gorąco, smacznego

Kocurek w Kuchni


12:09, kocurekwkuchni
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 stycznia 2013

Śnieżek sypie, jakoś dzięki temu przyjemniej ogląda się miasto. Karnawał w pełni, macie w tym roku plany balowe? Maskarady, piękne suknie, smokingi? :)

Dziś będzie krótko, bo dzień zajęty, ale ten pyszny deser czeka w kolejce i swojej prezentacji na blogu doczekał w końcu. Deser prosty, efektowny oraz szybki do zrobienia (i zjedzenia). Konsystencję ma kremową, nie należy więc przesadzać z żelatyną, żeby nie zrobić z niego śmietanowej galaretki. Receptura z Austalia Women Weekly.

Do przygotowania użyłam sylikonowej foremki (zielonej i ślicznej, z kształtami biedronek, kwiatuszków i motyli, którą w tym roku znalazłam pod choinką), ale deserki można też zrobić w pucharkach, kokilkach czy metalowych foremkach.


Panna Cotta jest bardzo słodka, dla miłośników białej czekolady, dlatego podałam go z sosem z malin:

ok 300g zamrożonych malin gotowałam 15 minut z łyżką wody i cukru, potem przetarłam przez sito.

(Sos nadaje się do innych deserów, do naleśników jest nieoceniony)

 

Panna Cotta:

  • 300ml śmietany 30-36%
  • 180ml mleka
  • 130g białej czekolady połamanej na kosteczki
  • 20g cukru
  • 2,5 łyżeczki żelatyny
  • 3 łyżki wody

 

Śmietanę, mleko, czekoladę i cukier umieścić w garnuszku z grubym dnem, podgrzewać ciągle mieszając, aż czekolada i cukier się rozpuszczą, nie dopuścić do zagotowania. Odstawić z ognia, mieszać jeszcze chwilę.

W osobnym naczyniu rozpuścić żelatynę z 3 łyżkach wody. Wlać do masy śmietanowej i bardzo dobrze wymieszać. Przelać do foremek, gdy przestygnie włożyć do lodówki na minimum 3 godziny.

Gotowe! Smacznego!

Kocurek w kuchni

 

16:08, kocurekwkuchni
Link Komentarze (1) »
środa, 02 stycznia 2013

 

 

Przepysznego Nowego Roku:)


Nowy Rok przywitałam wesoło i hucznie w przemiłym towarzystwie przy pysznym jedzeniu, a dziś pierwszy dzień w pracy po dłuższej przerwie, jak zwykle ciężki do zniesienia.

A w 2013 nadal jeść trzeba:) Mimo, ze jeszcze będąc w przedszkolu, kiedy kazali nam narysować nasze wyobrażenie świata w roku 2000 rysowałam latające samochody i ufoludki chodzące po ulicach.

Zapraszam Was zatem na faszerowaną cukinię. Przepis inspirowany internetem. Niestety nie pamiętam jaki wpadł mi w ręce za pierwszym razem. Zrobiłam w miarę po swojemu inspirowana pierogami lubelskimi:)

Spróbujcie, zaszalejcie, wymyślajcie farsze:)

Na wypełnienie dwóch cukinii potrzeba będzie poza nimi samymi:

  • 100g woreczek kaszy gryczanej ugotowanej wg instrukcji na opakowaniu
  • 1 cebula
  • 3 łyżki sera feta
  • 3 łyżki białego sera
  • 50g żółtego sera startego na tarce
  • sól, pieprz, papryka czerwona w proszku
  • opcjonalnie pieczarki albo kurki

Cukinie przekroić wzdłuż i wydrążyć pestki. Połowę wydrążonego wnętrza zachować. Cebulę drobno pokroić i podsmażyć na 3 łyżkach oliwy. Jeżeli używamy grzybów, teraz jest czas aby je krótko podsmażyć. Dodać kaszę połowę miąższu wydrążonego z cukinii, doprawić do smaku i dobrze wymieszać. Następnie dodać rozgniecione biały ser i fetę.

Wydrążone cukinie osuszyć ręcznikiem papierowym, posolić i wypełnić farszem. Górę posypać żółtym serem. Włożyć do naczynia wysmarowanego olejem i piec w piekarniku nagrzanym do 180-200oC przez 35-45 minut.

Smacznego!

19:49, kocurekwkuchni
Link Komentarze (2) »