Tak po prostu, przy kuchennym stole...
Durszlak.pl Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl Akcja: Nie kradnij zdjęć!
RSS
niedziela, 17 lutego 2013

Miniony tydzień uciekł bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy. Wszyscy wypatrują wiosny, zauważalnie przybywa dnia. Przyłapałam słońce na tym, że jeszcze do końca nie jest schowane po drugiej stronie świata, kiedy wychodzę z pracy.

Wiosna, nowe plany, nowe marzenia.. Pąki na drzewach, trawa zielona, przebiśniegi... Rośnie znów balon wielkich marzeń i nadziei.

Tymczasem to dopiero połowa lutego, pora więc wrócić do rzeczywistości. Bo tytuł tego wpisu nie ma nic wspólnego z wytęsknionym, wyczekiwanym majem, lecz z pysznym deserem, który prezentuję poniżej.


Ponieważ dawno nie było tu słodko, dziś zapraszam na brownies z malinami. Dziwne, inne niż to, do jakiego jesteście przyzwyczajeni. Można powiedzieć, że to ciastko dla tych, którzy jak ja lubią zakalcowatą miękkość tego deseru, ale obawiają się zbyt dużej ilości masła.. Bo tutaj masło zastępuje się... majonezem:) Zapewniam w tym miejscu,  że smak majonezu jest zupełnie niewyczuwalny w gotowym cieście, występuje w roli tłuszczu potrzebnego do udanego wypieku. Potraktowałam ten przepis jako eksperyment, nie żałuję i popełnię to znów!!


 Majowe Brownies na blaszkę kwadratową o wymiarach 20x20cm:

  • 30g mąki pszennej
  • 20g kakao
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100g czekolady (gorzkiej)
  • 2 jajka
  • 150g drobnego cukru
  • 75g majonezu
  • szklanka malin (mogą być mrożone, bez rozmrażania)
  • garść orzechów włoskich lekko posiekanych

Mąkę przesiać z kakao i proszkiem do pieczenia. Czekoladę roztopić w kąpieli wodnej.

Jajka ubić lekko z cukrem, wmiksować jeszcze lekko ciepłą czekoladę, następnie sypkie składniki i majonez. Na końcu dodać orzechy  i dobrze wymieszać.

Foremkę wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Wlać do niej ciasto, poukładać maliny i piec w 180oC 30-35 minut. Nie za długo, aby go nie przesuszyć, bo pamiętajcie, że dobre brownie musi być lekko "zakalcowate".

Przepis jest rezultatem poszukiwań internetowych:)

 

Ach, zapomniałabym: wszystkim Futrom obchodzącym dziś Dzień Kota życzę w imieniu swoim i mojej Podkuchennej Sterusi (jej oblicze poniżej) miseczek zawsze pełnych smakołyków!

Smacznego! Kocurek w Kuchni


 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Weekend był ciężki. Obiecałam upiec dwa torty na dwie niebanalne okazje, tymczasem dopadło mnie choróbsko jakieś, że ciężko było zebrać się z łóżka w sobotę rano.

Walczyłam dzielnie, rezultaty cukierniczych szaleństw poniżej. Torty odebrane w niedzielę rano, ja tymczasem nadal nie czułam się za dobrze, wtedy jak spod ziemi pojawiła się mama i stanęła przy garnkach w naszej kuchni, wcześniej przeciągnąwszy Jego przez kilka działów w pobliskiej Biedronce.

I z tej właśnie okazji chciałam się podzielić z Wami tajemnicą maminego rosołu. Warto, bo leczy wiele dolegliwości.

  • 1kg wołowiny (łata, pręga lub nawet gulaszowe)
  • 3 podudzia z kurczaka
  • włoszczyzna
  • cebula
  • sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy

Zagotować 3 litry wody, włożyć do niej mięso wołowe i przyprawy. Po około półgodzinie dodać kurczaka, po godzinie dołożyć włoszczyznę, potem cebulę. Pozwolić rosołowi dochodzić jeszcze około 2-3godzin. Najważniejsze, żeby rosół mocno się nie gotował, tylko bardzo delikatnie "bulgotał".

Gdy przestygnie koniecznie przelać przez sito. Ocalić marchewkę:)

A teraz jeszcze obiecane torty, rodziły się w bólach, ale się udały, więc się chwalę:

 

16:03, kocurekwkuchni
Link Komentarze (2) »
sobota, 02 lutego 2013

Nadszedł luty. Chyba jeden z fajniejszych miesięcy w roku, bo najkrótszy, więc i do wypłaty jakoś łatwiej dotrwać:)

Mimo, że za oknem dziwnie jak na luty wiosennie Kot nadal wyleguje się przy kaloryferze nagrzewając się do temperatury wrzenia...

Korzystając z okazji chciałam przypomnieć wszystkim pracującym, że wielkimi krokami zbliża się czas rozliczania pitów za 2012 rok, choć o tym pewnie przypominać nie trzeba, bo Urząd Skarbowy ma swoje niezawodne sposoby, abyśmy nie zapomnieli:) Ale niniejszym proszę, aby nie zapomnieć wesprzeć swoim 1% podatku kogoś, kto tego procencika potrzebuje. Nawet, jeśli wydaje się to niewiele, dla Nich liczy się każda złotówka.

Już na FB przedstawiłam Wam Antosia z Krakowa, który razem ze swoją dzielną mamą walczy o normalne życie. Jeśli jeszcze nie wybraliście, kogo wesprzecie, z całego serca proszę o pomoc dla tego Skrzata.


A jakie macie plany na sobotę? Ja zdecydowałam się na lenistwo. Wam proponuję wypróbowanie przepisu na chleb, który będzie jak znalazł na niedzielne śniadanie, choć pewnie dzięki zapachowi świeżego pieczywa nie wytrzymacie i zaczniecie go już na kolację. Naprawdę warto wypróbować przepis, bo jedyne co trzeba, to wymieszać składniki łyżką i czekać. Reszta robi się sama. Jak więc nie skorzystać z takiej okazji?:)


  • 20g świeżych drożdży rozpuścić w 3 łyżkach ciepłej wody z 1 łyżeczką cukru
  • 400g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki soli
  • 100g boczku - ja użyłam parzonego
  • 350g wody mineralnej niegazowanej lub przefiltrowanej

Z boczku odciąć skórę, pokroić w kosteczkę. Mąkę przesiać, wymieszać z solą, wlać drożdże, wymieszać łyżką. Wlać wodę, wymieszać łyżką, przykryć i odstawić w ciepłe miejsce na 2godziny.


Piekarnik nagrzać do temperatury 245oC razem z żeliwnym naczyniem w środku (można użyć formy żaroodpornej). Gdy piekarnik i naczynie będą już nagrzane, wysunąć formę (uwaga! gorące), wlać ciasto, wsunąć formę z powrotem, piec 5 minut bez przykrycia. Następnie przykryć chleb i piec 25 minut. Po tym czasie zdjąć przykrycie i piec kolejne 20 minut. Jeśli chleb będzie się zbyt rumienił, przykryć go folią aluminiową.



Gotowe:)

Przepis zaczerpnięty z KS-dziękuję za kolejne objawienie:)

14:23, kocurekwkuchni
Link Dodaj komentarz »