Tak po prostu, przy kuchennym stole...
Durszlak.pl Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl Akcja: Nie kradnij zdjęć!
RSS
sobota, 30 marca 2013

Wielkanoc nadchodzi wielkimi krokami.

Z tej okazji właśnie przyjmijcie życzenia, aby te Święta, choć nie będą ciepłe na zewnątrz, niech będą gorące w Waszych sercach i rodzinnej atmosferze.

Niech wszystko wspaniale smakuje, a chwile spędzone z najbliższymi dodadzą Wam sił do powrotu do codzienności.

Pysznych, wspaniałych Świąt!

Kocurek

19:38, kocurekwkuchni
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 marca 2013

Mazurek z kajmakiem to klasyka i zarazem nic innego jak kruche ciasto z masą kajmakową. Niesamowicie słodkie, niesamowicie wspaniałe. Od kiedy można kupić gotową masę kajmakową i nie trzeba gotować puszek z mlekiem, co więcej, nie trzeba stać nad garnkiem z mlekiem, cukrem i masłem i mieszać w pocie czoła aż kajmak łaskawie stanie się kajmakiem -  mazurek ten jest stałym gościem na moim wielkanocnym stole.

Oto przepis i efekt końcowy, a ja wracam do planowania świątecznego obiadu.

  • 300g mąki krupczatki
  • 200g masła
  • 80g cukru
  • 1 jajo
  • 3 żółtka ugotowane na twardo
  • 1 puszka kajmaku 
  • dekoracje wedle uznania

Z mąki, masła, cukru, jajka i ugotowanych żółtek przetartych przez sitko zagnieść ciasto, owinąć w folę spożywczą i włożyć do lodówki na minimum pół godziny.

Gdy ciasto się schłodzi mniej więcej 2/3 rozwałkować i wyłożyć nim formę prostokątną lub okrągłą, lub tak jak ja- uformować dowolny kształt. Z pozostałego ciasta ulepić wałeczek i dolepić do brzegów ciasta.

Piec w piekarniku rozgrzanym do 180oC przez około 20 minut.

Na upieczone, schłodzone ciasto wyłożyć kajmak z puszki, udekorować wedle upodobań orzechami, owocami lub czekoladowymi jajkami.

Słodkiego mazurka!

 

 

17:17, kocurekwkuchni
Link Komentarze (1) »
niedziela, 24 marca 2013

Wygląda na to, że będziemy mieć białe święta:)

Wczoraj w nocy na trasie Katowice-Kraków termometr w samochodzie pokazywał -17 stopni! Ciężko uwierzyć, że kwiecień już za pasem, a wiosna zaczęła się kilka dni temu.

Niezależnie od pogody czas rozpocząć przygotowania do Wielkanocy. Te kulinarne już zaczęłam, próbą generalną mazurka z przepisu cioci Marty - siostry dziadka. Przepis dostałam od mamy, a smak pamiętam z dzieciństwa, niestety z rzadka, bo w czasach szalonych lat osiemdziesiątych, kiedy miksery nie były tak popularne jak teraz, więc poniższego mazurka trzeba było ucierać ręcznie jakieś 50 minut, a efekt nie zawsze był murowany, bo ciasto to bywa kapryśne.


Zaryzykowałam - mikser ucierał składniki 25 minut, ja tylko doglądałam. I było warto. Dziś odkrywam, że mazurek jest najlepszy właśnie po dwóch dniach. Co w zasadzie dobrze wróży przed świętami- można go przygotować nawet w czwartek. Lista składników jest prosta, potrzeba tylko:

  • 250g mąki pszennej
  • 250g cukru
  • 250g masła
  • 4 jajka

Wszystko umieścić w misie i wyrabiać 20-25 minut za pomocą miksera (lub wersja dla siłaczy: 50 minut ucierać ręcznie).

Formę o wymiarach około 36x24 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać ciasto i wyrównać. Włożyć do piekarnika nagrzanego do temperatury 150-155oC i piec mniej więcej godzinę.

Gdy ciasto ostygnie przygotować polewę, np. taką:

  • 100ml mleka
  • 100g czekolady
  • 15g masła

Mleko zagotować, do gorącego dodać czekoladę w kawałkach, wymieszać do rozpuszczenia i dodać masło, mieszać aż otrzymamy jednolitą, błyszczącą polewę. Rozprowadzić na cieście, udekorować np. połówkami migdałów.

Smacznego!

wtorek, 19 marca 2013

Wczoraj wieczorem wyglądając przez okno odkryłam, że świat znów jest piękny. Zastanowiłam się jednak przez chwilę, czy nie zakrzywia się jakoś czasoprzestrzeń i zamiast Wielkanocy nadchodzi kolejne Boże Narodzenie? Dzisiejsza chlapa, która zamieniła świeży puch w brudne kałuże rozwiała te wątpliwości.

Zaczynam więc przeszukiwać stare zapiski, notatki i książki kucharskie. Próbuję odkryć, czym powinien być świąteczny mazurek. Zawsze wydawał mi się po prostu kruchym ciastem, przyrządzanym z dodatkiem żółtka ugotowanego na twardo. Im dłużej jednak przeszukuję zasoby wiedzy, tym bardziej wydaje mi się, że nie ma czegoś takiego jak "klasyczny" mazurek. Nawet cytując za Wikipedią, mazurek może powstać z ciasta kruchego, biszkoptowego, makaronikowego lub marcepanowego i być przełożony masami, marmoladą lub dżemem.. Trudno o bardziej ogólną definicje ciasta:)

W mojej kuchni jednak sezonu na tarty ciąg dalszy. Zainspirowana znalezioną na jednym z ulubionych blogów tartą czekoladową z chałwą i postanowiłam sama popracować nad przepisem. Wyszło fajnie, ale ostrzegam, że zjadliwie tylko dla czekoholików.


 

Kruchy, czekoladowo-orzechowy spód:

  • 200g mąki
  • 90g cukru pudru
  • 30g mielonych orzechów laskowych
  • 150g masła
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka śmietany

Ze składników zagnieść ciasto, owinąć w folię i schłodzić w lodówce minimum godzinę.

Piekarnik rozgrzać do 180oC. Formę na tartę wysmarować masłem, wysypać kaszą manną i wylepić ciastem. Na wierzch położyć papier do wypieków, obciążyć suchą fasolą albo ryżem, podpiec 15 minut. Ściągnąć obciążenie i papier i piec tartę jeszcze około pół godziny. Wyciągnąć z piekarnika i przestudzić.

W miseczce wymieszać:

  • 100g chałwy
  • 70ml śmietany

I rozsmarować na przestudzonym cieście, włożyć do nagrzanego piekarnika na 5 minut. Gdy ostygnie posypać jeszcze:

  • 150g chałwy

Teraz pozostało już tylko przygotować krem czekoladowy, najlepszy wg Michaela Rouxa:

  • 250 ml śmietanki 30%
  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 2 czubate łyżki cukru pudru
  • 1 łyżka miękkiego masła

Śmietankę zagotować, ściągnąć z ognia, zmiksować z cukrem pudrem. Czekoladę połamaną w kosteczki dodać do śmietany i wymieszać do roztopienia. Następnie miksować dłuższą chwilę pod koniec po kawałeczku wmiksowywać miękkie masło.

Wlać na chałwę, wystudzić, następnie chłodzić w lodówce kilka godzin.

I gotowe:) Na dodatek baaardzo czekoladowe. Zapraszam!

Kocurek

 

 



piątek, 15 marca 2013

Co myślicie o modnych, drogich i wysoko ocenianych przez krytyków restauracjach?

Dla mnie czynnikiem, który nadaje restauracji charakteru, jest kuchnia tworzona z pasją. Jeśli szef kuchni kocha to, co robi i tworzy swoje dzieła z entuzjazmem i zapałem godnym tworzenia dzieł sztuki - ja chcę tego kosztować, chcę to jeść, degustować i cieszyć się smakiem spełnianych marzeń.

Kilka miesięcy temu mama poleciła mi artykuł o Atelier Amaro. Nie jadłam, nie miałam okazji i najprawdopodobniej nie spróbuję, ale wówczas czytając głośno zastanawiałam się, jakie to jest wspaniałe, kiedy ludzie spełniają swoje marzenia, kiedy z pasji powstaje coś niesamowitego. Czytając ostatnie doniesienia ze świata, ucieszyło mnie, że właśnie ta restauracja tworzona z sercem, jako pierwsza w Polsce otrzymała gwiazdkę Michelina. Więcej możecie przeczytać tutaj.

A wracając do mojej kuchennej rzeczywistości: dziś przepis dla tych, którzy lubią zdecydowanie cytrynowy smak. Jest naprawdę wspaniała, kwaśna i słodka zarazem. Pierwszy raz zrobiłam ją w ramach podziękowania dla Sama, który z każdej podroży przywozi nam magnesiki na lodówkę. Wtedy nie miałam okazji spróbować. Nie wytrzymałam i zrobiłam ponownie. Częstujcie się:


Kruchy spód cytrynowy:

  • 195 g mąki pszennej
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 115 g masła
  • 1 żółtko
  • 1 łyżka soku z cytryny

Z wszystkich składników zagnieść kruche ciasto, owinąć w folię i schłodzić w lodówce przez około 30 minut. Piekarnik rozgrzać do temperatury 190oC

Formę na tartę, albo tortownicę o średnicy 22-24cm wysmarować masłem i wysypać kaszą manną (ewentualnie bułką tartą). Formę wylepić ciastem. Na wierzchu położyć papier do pieczenia i obciążyć (np. fasolą, grochem lub ryżem) i piec około 15 minut. Ściągnąć obciążenie i piec jeszcze 5-7 minut. W międzyczasie przygotować masę cytrynową, miksując wszystkie składniki:


  • 5 jajek
  • 200 ml śmietany min 30%
  • 120 g cukru
  • 2 łyżeczki mąki kukurydzianej lub ziemniaczanej
  • otarta skórka z 2 cytryn
  • sok z 2 cytryn (ok 150 ml,)

Ciasto przestudzić, wysypać lekko kaszą manną, wylać masę i piec 30 minut w temperaturze 180oC

Wystudzić, schłodzić w lodówce, można posypać cukrem pudrem.


Inspiracja - MW!

Smacznego!





czwartek, 07 marca 2013

Wiosenną pogodą nie nacieszyłam się za długo, ale wiem, że wiosna w końcu nadejdzie. Zmiany w moim świecie widoczne z każdej strony: siostrzenice rosną jak na drożdżach, mój warzywniak zamienił się w piekarnię (gdzie ja teraz będę kupowała maliny??), On zmienił pracę, ja zmieniłam biurko i płaszcz na lżejszy.

Dobre nadchodzi!

Dziś na blogu nie będzie meksykańsko, będzie szybko i kolorowo. Pomysł zaczerpnięty z przyjemnego Krachego bloga.


Panowie: zachwyćcie Panie z okazji ich święta tą nietuzinkową, wyszukaną, a jakże prostą w przygotowaniu przekąską.
Składniki możecie dowolnie modyfikować, pewnie szynka parmeńska albo szwarcwaldzka nada tej przekąsce  delikatności.

  • Paczka ciasta francuskiego
  • Czerwone pesto
  • Pomidory suszone (6 sztuk)
  • Świeża bazylia (garść)
  • Łyżka kwaśnej śmietany
  • Plasterki kiełbasy chorizo
  • żółtko

Ciasto rozłożyć na blacie, rozsmarować pesto. Pomidory i bazylię posiekać bardzo drobno,wymieszać ze śmietaną i rozsmarować na cieście. Na paście porozkładać chorizo i całość jak najciaśniej zwinąć w rulon. Teraz ostrym nożem kroić plasterki, starając się zachować okrągły kształt przekąsek.


Piekarnik nagrzać do 180oC, ruloniki porozkładać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Żółtko rozkłócić w miseczce, teraz najlepiej pędzelkiem smarować każdy rulonik. Piec około 15 minut, aż nasze cudeńka będą rumiane i gotowe.

Można jeść na ciepło i na zimno, do piwa i do coli.. wedle uznania.

Smacznego!



środa, 06 marca 2013

Dawno mnie tutaj, w świecie wirtualnym nie było, a to dlatego, że żyłam przez te ostatnie dni życiem prawdziwym, całkowicie realnym.

Piątkowy wieczór spędziłam w Hotelu Radisson Blu w Krakowie, by od prawdziwych Mistrzów - Stanisława Bobowskiego i Isabel Balderas uczyć się tajników kuchni Meksykańskiej.

Wydarzenie to było wielowymiarowo fantastyczne.

Już fakt,  iż otrzymałam zaproszenie na to spotkanie sprawił mi dużo radości. Poznałam ciekawych ludzi, pasjonatów i wariatów kulinarnych (tu pozdrawiam serdecznie Anię i Anię), zobaczyłam jak pracuje mistrz, a kątem oka podziwiałam ogromną, niesamowitą Prawdziwą Kuchnię, w której niestety nie pozwolono mi zamieszkać:)

Przygotowywaliśmy niesamowite rarytasy rodem z Meksyku:

Pachnące kolendrą Guacamole, podane jako dodatek do Tostadas de tinga (chrupiące tostadas z farszem z kurczaka, wędzonych papryczek jalapeno - chipotle adobados - oraz cebuli podsmazonej z pomidorami), Enmoladas- czyli kukurydziane tortille z kurczakiem w sosie czekoladowym-chilli, a na zakończenie tej niesamowitej uczty- Flan czekoladowy..

 

 

Teraz może wyjaśnię skąd skromny kocurek w progach Milk&Co. Marzec to miesiąc Kuchni Meksykańskiej w Radisson Blu w Krakowie i na dobry początek tego smakowitego miesiąca postanowiono zaprosić kilku blogerów, dziennikarzy i innych kuchennych geeków na wspólne pichcenie, gadanie i degustowanie.

Jeśli i Wy macie ochotę na meksykańskie szaleństwo, Radisson zaprasza od czwartku do soboty w godzinach 18-23 na bufet meksykański serwowany przez prawdziwych mistrzów.

Odrobinę więcej o smaku Meksyku w Krakowie znajdziecie tutaj

Tymczasem pozdrawiam i do napisania wkrótce!

23:41, kocurekwkuchni
Link Dodaj komentarz »