Tak po prostu, przy kuchennym stole...
Durszlak.pl Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl Akcja: Nie kradnij zdjęć!
RSS
niedziela, 28 października 2012

Śnieg na ulicach Krakowa. I buro. A ja piję kawę i zajadam szarlotkę. Przepis jest tak prosty i tak szybki, że jeszcze dziś i Wy macie szansę na kawkę z szarlotką na własnej kanapie.

Zastanawiam się od wczoraj, jak to możliwe, że wcześniej nie wypróbowałam tego przepisu? Jego pochodzenie jest dla mnie tajemnicą, pojawia się na wielu blogach. Najstarsza informacja, do jakiej dotarłam, to że przepis ten pojawił się w czasopiśmie "Antena" z 1989roku.

Dlaczego sypana? Bo nie zagniata się ciasta, tylko.. sypie:)

Efekt? Zobaczcie sami:)


Piekarnik nagrzać do temperatury 180oC

Dno tortownicy o średnicy ok 23cm wyłożyć papierem do pieczenia, boki wysmarować masłem.

  • 1,7 kg jabłek umyć, obrać i potrzeć na tarce o grubych oczkach.
  • 180-200g masła mocno schłodzonego pokroić na cienkie płaty lub też zetrzeć na tarce o grubych oczkach.

W misce dokładnie wymieszać:

  • 1 szklankę mąki pszennej (przesianej)
  • 1 szklankę kaszy manny
  • 1 szklankę cukru (lub mniej, najlepiej dostosować do rodzaju jabłek i umiłowania słodkości)
  • 1 małą łyżeczkę proszku do pieczenia

1/3 sypkiej mieszanki wysypać na dno tortownicy. Na wierzch wyłożyć połowę jabłek. Można przyprószyć cynamonem (ja tak zrobiłam). Na jabłka znów wysypać równomiernie kolejną 1/3 mieszanki, wyłożyć drugą część jabłek i zasypać ostatnią częścią proszku.

Teraz najważniejszy element: pokrojone lub potarte masło wyłożyć na wierzch ciasta tak, aby dokładnie przykryło całą powierzchnię. Teraz w miarę pieczenia masło będzie się topiło i zespajało wszystkie warstwy.

Jeśli masło nie będzie chciało spływać w dół ciasta, ponakłuwajcie ciasto patyczkami do szaszłyków.

Piec około godziny. Na wierzchu utworzy się wspaniała skorupka, środek będzie miękki.

On stwierdził, że to najlepsza szarlotka jaką jadł. Sprawdźcie sami:)

Smacznego- Kocurek w Kuchni


 

16:50, kocurekwkuchni
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 października 2012

Zostałam delikatnie sterroryzowana, aby przynieść do pracy coś na osłodę ciężkich dni. A ponieważ w tej kwestii nie wykazuję oznak sprzeciwu, mówiąc kolokwialnie: dałam się.

Wybór nie był trudny - biała czekolada i maliny (pierwsza partia z zamrażarki zużyta) to przecież jedna z tych rzeczy, jakie kocurki lubią najbardziej:) A muffinki jak już wiecie nie są bardzo wymagające, poniżej rezultat. Muszę chyba jeszcze zaznaczyć dwie rzeczy: inspiracja z przepięknego bloga Agnieszki i Tomasza, ich muffiny były ogromne a smak przełamany cytryną. Poza tym w końcu miałam możliwość wypróbowania i zaprezentowania nowych papilotek:)

Zapraszam do próbowania!

 

 Piekarnik nagrzać do temperatury 180oC.

Połączyć suche składniki:

  • 300g mąki pszennej (przesiać)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej160g cukru

 

Rózgą roztrzepać i połączyć ze sobą mokre składniki:

  • 2 jajka
  • 200g śmietany (dałam 18% z kubeczka)
  • 80ml oleju

 

 Wlać do miski z suchymi składnikami, wymieszać do połączenia. Na końcu dodać:

  • 170g posiekanej białej czekolady
  • 200g mrożonych malin

 

Formę lub foremki na muffinki wyłożyć papilotkami, napełnić ciastem do 3/4 wysokości i piec około 30 minut (do suchego patyczka).

Pozostaje już tylko delektować się delikatnym smakiem i dzielić się z innymi!

 

Smacznego:)

Kocurek w Kuchni

 

 

21:18, kocurekwkuchni
Link Komentarze (1) »
niedziela, 14 października 2012

Niedzielnie, spokojnie, jesiennie...

Spędziłam poranek na targu staroci pod Halą Targową w poszukiwaniu różności (starych sztućców, talerzyków, filiżanek) do zdjęć na bloga. Wróciłam z siatką orzechów włoskich. Często w życiu bywa tak, że szukamy jednego,
a dostajemy drugie.


Na popołudnie (jeśli zostanie, to i na poniedziałkowe śniadanko) proponuję brownie z kajmakiem wg Davida Lebovitza. O samym autorze pewnie jeszcze kiedyś napiszę. Postać interesująca: Z miłości do francuskiej kuchni przeniósł się ze słonecznej Kalifornii do Paryża, gdzie skoncentrował się na pisaniu książek. Dla mnie jest jednym z mistrzów cukierniczych:) W Polsce na pewno dostępne są jego dwie pozycje, które pewnie prędzej czy później upoluję.

A brownie - jak to brownie. Mokre, czekoladowe, ale nie przeczekoladowane.

Składniki (na niewielką kwadratową blaszkę o wymiarach 20x20cm):

  • 115g masła
  • 170g gorzkiej czekolady (okazało się że miałam mniej, więc dorzuciłam kilka kostek mlecznej i lekko zmniejszyłam ilość cukru)
  • 25g kakao
  • 3 jajka
  • 200g cukru
  • 140g mąki pszennej
  • 200g masy krówkowej (w oryginalnym przepisie jest 380) - można użyć gotowej masy w puszce, albo gotować zamkniętą puszkę mleka skondensowanego słodzonego przez około 2 godziny, pamiętając, by puszka byłą cały czas zanurzona w wodzie i otwierać dopiero jak wystygnie.
  • opcjonalnie 60-100g orzechów włoskich (pokrojonych i podprażonych kilka minut na suchej patelni)
  • ewentualnie kilka kropel ekstraktu z wanilii lub aromatu waniliowego


 Piekarnik rozgrzać do 170oC

Masło rozpuścić w rondelku na małym ogniu, dodać czekoladę i mieszać aż się całkowicie rozpuści. Zdjąć z palnika, wsypać przesiane kakao i mieszać aż znikną grudki i powstanie jednolita masa.

Przelać do misy miksera, ubijając na wysokich obrotach wbijać po jednym jajku, następnie dodać cukier, wanilię i mąkę. Jeśli używamy orzechów- wmieszać je na samym końcu.

Blaszkę wysmarować masłem lub wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać połowę ciasta, na niej łyżeczką nakładać masę kajmakową, następnie rozprowadzić ją zygzakami. Na górę wyłożyć pozostałą część ciasta i znów wyłożyć kajmak.

Blaszkę włożyć do piekarnika, piec ok 40-45 minut.

Brownie musi być lekko wilgotne i "zakalcowe", za długie pieczenie może je zbytnio wysuszyć.

Czekoladowego tygodnia wszystkim życzy

Kocurek w Kuchni


 

 

15:21, kocurekwkuchni
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 października 2012

Witajcie weekendowo, a w zasadzie niedzielnie.

Czy też zauważyliście jak bardzo ubywa dnia? Nawet Kota chyba cierpi na braki słońca i zrobiła się bardziej marudna.

Dziś, w celu rozproszenia jesiennej pluchy zapraszam na sernik z musem śliwkowym. Przepis zaczerpnięty z KS. A ponieważ w ten weekend miałam do obdarowania słodyczami wiele osób, zrobiłam go w większej niż zwykle foremce (35x25cm).

Sernik ten urzekł mnie swoim smakiem. Wspaniały kruchy spód przywodzi na myśl smak maślanych ciasteczek z dzieciństwa. Smak sera wzbogaca mus śliwkowy. Nienachalny, idealny deser do niedzielnej kawy.

 

Kruchy spód:

  • 300g mąki pszennej
  • 120g mąki ziemniaczanej
  • szczypta soli
  • 3 łyżki cukru
  • 225g zimnego masła
  • ok 8 łyżek zimnej wody

Mąki przesiać, dodać sól i cukier, posiekać z zimnym masłem, następnie dodać wodę i szybko zagnieść. Rozwałkować (polecam rozwałkowywanie między dwoma arkuszami papieru do wypieków, potem łatwo przenieść ciasto do blaszki). Można też blaszkę po prostu wykleić ciastem.

Przykryć i włożyć do lodówki na ok 40minut.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 190oC. Ciasto wyciągnąć z lodówki, ponakłuwać widelcem i piec około 30 minut.



Mus śliwkowy:

  • 300g umytych i wypestkowanych śliwek (użyłam węgierek)
  • 3-4 łyżki brązowego cukru

Śliwki z cukrem podsmażyć ok 5 minut na patelni. Zmiksować w blenderze na mus, pozostawić do ostygnięcia.

 

Masa serowa:

750g twarogu (zmielonego)

1 puszka słodzonego mleka w puszce

3 jajka

cukier waniliowy

1/2 łyżki budyniu waniliowego (w proszku)

Piekarnik rozgrzać do 170oC

Twaróg ucierać kilka minut mikserem aż nabierze gładkiej konsystencji. Ciągle ucierając dodawać powoli mleko z puszki, cukier waniliowy i budyń, na koniec po jednym jajku.

 

Masę wyłożyć na upieczony spód. Łyżeczką delikatnie nakładać mus śliwkowy. Patyczkiem (np. takim do szaszłyków) utworzyć z musu wzory, "rysując ósemki".

Ciasto włożyć do piekarnika, zmniejszyć temperaturę do 160oC, piec ok 35-40 minut, masa musi się ściąć. Wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki. Ciasto wyciągnąć po 5-10 minutach, ostudzić, włożyć do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc.

 

Smacznego!

 

Kocurek w kuchni

 

18:44, kocurekwkuchni
Link Komentarze (2) »
środa, 03 października 2012

Uff, ależ dawno mnie tu nie było.

Wracam i to z nie byle jakim przysmakiem. Zapraszam Was dziś na pyszne muffinki czekoladowe z malinami. W końcu pisałam, że z malinami jeszcze nie skończyłam!


Są po prostu przepyszne. Bardzo delikatne, wręcz rozpływające się w ustach, nawet ja, nie będąc wielką fanką muffinkowych wypieków potrafię zjeść dwie naraz i płakać o jeszcze. Ich kolejną zaletą jest to, że przygotowuje się je błyskawicznie, największym wyzwaniem jest tu posiekanie czekolady.

Spróbujcie sami, nie pożałujecie. Według autorki można je zrobić również z mrożonymi malinami, wtedy jednak trzeba dłużej babeczki piec.

Można też pominąć brązowy cukier i zwiększyć ilość białego.


Składniki:

  • 230g mąki pszennej
  • 3 łyżki kakao
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 80g brązowego cukru
  • 100g białego cukru
  • 2 jajka
  • 300ml kwaśnej śmietany
  • 80 ml oleju (ja użyłam rzepakowego)
  • 100g posiekanej czekolady (użyłam 80g gorzkiej i 20g białej)
  • 2 szklanki malin


Przesiać mąkę i kakao, połączyć z pozostałymi suchymi składnikami.

Jajka roztrzepać w osobnym naczyniu, krótko ubić ze śmietaną i olejem (ja robię to ręcznie, wystarczy dosłownie kilka sekund, żeby składniki się połączyły. Wlać do miski z suchymi produktami, wymieszać łyżką. Na koniec dodać czekoladę i maliny.

Formę lub foremki na muffinki wyłożyć papilotkami i wypełnić ciastem do wysokości nieco ponad 3/4. Piec w 190o ok 30 minut (do "suchego patyczka").

Pozdrawiam!

Kocurek w Kuchni


19:33, kocurekwkuchni
Link Komentarze (1) »